Kakao rozprysło się na koszuli Noaha, a krem poplamił sukienkę Grace: dowód, że pomogli ją upiec.
Oni nie tylko jedli. Oni świętowali.
Olivia śmiała się razem z nimi, starła krem z policzka Grace, potargała włosy Noaha, traktując je jak własne. Pokój wypełniała miłość, czysta i urocza.
Matthew zamarł, a w jego oczach pojawiły się łzy.

Nie ciasto go przytłoczyło. To była świadomość, że ta kobieta, której prawie nie doceniał, dała jego dzieciom to, czego on im odmawiał przez lata: poczucie rodziny.
Poczucie winy ścisnęło go za pierś. Budując dla nich przyszłość, zignorował to, co zaplanował.
Pomyślał o swojej zmarłej żonie, Eleonorze, która zawsze powtarzała, że dzieci potrzebują więcej niż prezentów. Po jej śmierci musiał rzucić się w wir pracy, żeby uciec od żalu.
Stała w drzwiach, pozwalając chwili przeniknąć do jej duszy.
Kiedy po raz pierwszy zrobiła krok naprzód, jej postawa ich zaskoczyła. Olivia wyprostowała się z niepokojem. Dzieciaki rozglądały się z zaciekawieniem.
Głos Matthew’a drżał. „Dziękuję”.

KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕