Zalegasz z czynszem dwa miesiące. Masz tydzień, żeby zapłacić całość albo się wyprowadzić”. Tydzień. Siedem dni na zebranie 2000 dolarów, których nie miał.
Tej nocy Ethan siedział przy kuchennym stole, gdy dzieci położyły się spać, wpatrując się w nakaz eksmisji, aż słowa zaczęły mu się plątać. Modlił się o cud, ale cuda są dla innych. Cuda nie zdarzają się wyczerpanym samotnym ojcom, którzy harują, a i tak ponoszą porażki.
Dokładnie siedem dni później, rano w dniu, w którym miała odbyć się eksmisja, ktoś zapukał do drzwi.
Ethan poczuł ucisk w żołądku. Założył, że właściciel chce ich eksmitować.
Powoli otworzył drzwi, już w myślach przepraszając i prosząc o więcej czasu.
Ale to nie był właściciel.
Na ganku stał dystyngowany starszy mężczyzna w eleganckim szarym garniturze, niosący skórzaną teczkę. Miał łagodne oczy i siwe włosy starannie zaczesane na bok.
„Panie Ethan?” zapytał mężczyzna, uśmiechając się delikatnie.
„Tak?” Głos Ethana był ochrypły z niepokoju. „Mam na imię Charles. Jestem prawnikiem. Mogę wejść? Mam z tobą coś bardzo ważnego do omówienia”.
Ethan się bał, bo prawnicy nigdy nie przynosili dobrych wieści. Czy zrobił coś złego? Czy ktoś go pozwał?
Odsunął się, by pozwolić mężczyźnie wejść, a w myślach rozważał wszystkie możliwe katastrofy.
Charles siedział przy małym kuchennym stole, rozglądając się po skromnym mieszkaniu z odklejającą się tapetą i zniszczonymi meblami. Nina z ciekawością wyjrzała zza rogu korytarza. Ruby trzymała Sama za rękę przy drzwiach sypialni.
„Dobra, dzieciaki” – powiedział Ethan, starając się zachować spokój. „Idźcie się dobrze bawić”.
Zniknęli niechętnie. Charles położył teczkę na stole, otworzył ją dwoma cichymi kliknięciami i wyjął zdjęcie.
Przesunął go po stole w stronę Ethana.
KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕