Odpowiedziałem szczerze: „Tata nie miał wiele. Niczego się po nim nie spodziewam”.
Myślałam, że na tym się skończy, ale w oczach Maxa coś błysnęło: ostry, niemal rozczarowany błysk. Skinął głową, ale nie wyciągnął ręki, nie pocieszył, nie powtórzył żalu. Po prostu milczał.
W ciągu następnych kilku dni ta cisza pogłębiała się, stając się coraz zimniejsza. Max prawie się nie odzywał. Krążył po domu, jakby odrabiał pracę domową, unikając mojego wzroku i odpowiadając lakonicznymi, jednowyrazowymi odpowiedziami. Początkowo próbowałam to sobie racjonalizować: żałoba różnie wpływa na ludzi, powtarzałam sobie. Starałam się być cierpliwa, a nawet miła.
Ale im więcej czasu mijało, tym bardziej to stawało się jasne:
dystans, jaki Max pokonywał, nie wydawał się bólem.
Czuł się, jakby kalkulował.
Potem nagle poprosiła o rozwód.
KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕