Nie prosił o rozmowę. Nie próbował niczego wyjaśniać. Po prostu położył dokumenty na kuchennym stole, jakby sortował pocztę. Wpatrywałam się w kartki, zdezorientowana, otępiała i zawstydzona, bo w głębi duszy wciąż miałam nadzieję, że to pomyłka.
„Co to jest?” zapytałem, chociaż odpowiedź była już widoczna gołym okiem.
„Tak jest lepiej” – powiedział, unikając spojrzenia mi w oczy. „Nie jesteśmy już… kompatybilni”.
Nie miał nawet na tyle uprzejmości, żeby szczerze skłamać.
Chciałam krzyczeć, domagać się odpowiedzi, mówić mu, jakim jest tchórzem, ale żal ma moc wysysania z niego każdą iskrę gniewu. Nie miałam siły walczyć o kogoś, kto uważał, że nie jestem warta pozostania. Podpisałam więc papiery stanowczą ręką, która nie dorównywała drżeniu, jakie przeszywało moje ciało.
KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕