Przez lata byłam na wielu firmowych imprezach mojego męża – przyjęciach świątecznych, kolacjach zespołowych, spotkaniach networkingowych z identyfikatorami, które nigdy do końca się nie przyklejały. Myślałam, że opanowałam to do perfekcji. Wiedziałam, jak zadawać bezpieczne pytania, jak entuzjastycznie kiwać głową, zastanawiając się po cichu, kiedy zostanie podany deser, i jak sprawić, by pogawędki były nieco mniej przygnębiające.
Kiedy więc nadeszła ta niezręczna sytuacja , byłem zupełnie zaskoczony.
To opowieść o tym, co się wydarzyło, jak sobie z tym poradziłam w danej chwili i czego mnie to nauczyło o pewności siebie, wdzięku i o tym, jak zrezygnować z potrzeby bycia perfekcyjnie ułożoną w pomieszczeniach, które tak naprawdę nie są nasze.