Ukryłam karierę sędziego przed teściową. Po cesarskim cięciu wpadła z papierami adopcyjnymi, żądając jednego bliźniaka dla swojej niepłodnej córki. Ścisnęłam moje dzieci i nacisnęłam przycisk paniki.

W pokoju zapadła cisza.

Margaret zamrugała zmieszana. „Sędzio? O czym pan mówi? Ona nawet nie pracuje”.
Komendant Ruiz natychmiast się wyprostował, z szacunkiem zdejmując czapkę. „Wysoki Sądzie… czy jest pan ranny?”
Starałam się mówić spokojnie. „Napadła na mnie i próbowała wyprowadzić mojego syna z tego zamkniętego ośrodka. Złożyła też fałszywe oskarżenie”.
Postawa komendanta zmieniła się diametralnie.
„Proszę pani” – zwrócił się do Margaret – „właśnie dopuściła się pani napaści i usiłowała porwania w chronionym skrzydle medycznym”.
Jej opanowanie zgasło. „To absurd. Mój syn powiedział mi, że pracuje z domu”.
„Ze względów bezpieczeństwa” – odpowiedziałam spokojnie, ocierając krew z wargi – „zachowuję niski status publiczny. Przewodniczę federalnym sprawom karnym. Dzisiaj padłam ofiarą jednej z nich”.
Spojrzałam Ruizowi w oczy.
„Aresztujcie ją. Złożę oskarżenie”.
Gdy funkcjonariusze chwycili ją za nadgarstki, do pokoju wbiegł mój mąż, Andrew Whitmore.
„Co się dzieje?”
„Próbowała zabrać Noaha” – powiedziałam spokojnie. „Ona twierdzi, że to zaakceptowałeś”.
Andrew zawahał się – tylko przez sekundę, ale to wystarczyło.
„Nie zaakceptowałem” – powiedział szybko. „Po prostu… nie protestowałem. Pomyślałem, że moglibyśmy o tym porozmawiać”.
„Mówić o oddaniu naszego syna?” – zapytałem.
„Ona jest moją matką!”
„A one są moimi dziećmi”.

KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕