Rozmowa, której dziecko nigdy nie powinno wykonywać
Dyspozytorka wykonywała tę pracę wystarczająco długo, by sądzić, że słyszała każdy rodzaj strachu, jaki może nieść ludzki głos, bo były noce, gdy dzwoniący krzyczeli, popołudnia, gdy przeklinali, poranki, gdy mówili tak spokojnie, że można było powiedzieć, że ich umysły pogrążyły się w dziwnej ciszy, tylko po to, by nie wybuchnąć, a jednak pewnego zimnego październikowego dnia, gdy wiatr gdzieś po drugiej stronie linii zatrzęsł cienkim oknem, rozległ się cichy głos, który sprawił, że jej palce zatrzymały się nad klawiaturą, jakby klawisze zamieniły się w lód.
„Moje dziecko słabnie” – wyszeptało dziecko, a potem szept ten zmienił się w szloch, który dziewczynka próbowała przełknąć, jakby wierzyła, że nawet odgłos płaczu może zabrać jej czas, na który nie mogła sobie pozwolić.
