Tessa patrzyła na nią, jakby jej mózg nie mógł się zdecydować, co zrobić z tym zdaniem.
„Co masz na myśli?” – zapytała Tessa łamiącym się głosem. „Nakarmiłam go. Próbowałam. Przysięgam, że próbowałam”.
Doktor Keats skinęła głową, jej wzrok był spokojny.
„Wierzę ci” – powiedziała – „i dlatego przeprowadzamy dokładniejsze badania, ponieważ coś innego wydaje się wpływać na siłę jego mięśni i zdolność do robienia tego, czego dzieci normalnie się uczą”.
Palce Juni zacisnęły się na dłoni Owena tak mocno, że poczuła ból, po czym wyszeptała, nie podnosząc wzroku.
„Czy on zniknie?”
Owen przykucnął tak, że jego twarz znalazła się na wysokości jej twarzy, ponieważ stanie nad dziećmi nigdy nie pomagało.
„On jest tutaj” – powiedział, dobierając każde słowo tak, jakby miało to znaczenie – „lekarze robią wszystko, żeby go tu zatrzymać, a ty postąpiłaś bardzo odważnie, dzwoniąc do mnie”.
Co wykazały testy
Neurolog dziecięcy, dr Priya Desai, przybyła później tego samego wieczoru i z cichym skupieniem sprawdzała odruchy, napięcie mięśniowe i drobne reakcje, na które większość ludzi nigdy by nie zwróciła uwagi, podczas gdy monitory kreśliły linie i liczby, które wydawały się zbyt spokojne jak na burzę w oczach Tessy.
Po godzinach ocen, badań laboratoryjnych i obrazowania dr Desai i dr Keats zaprowadzili Owena i Tessę do małego pokoju konsultacyjnego, w którym unosił się delikatny zapach środków dezynfekujących i starej kawy. Owen wiedział, zanim ktokolwiek się odezwał, że znają odpowiedzi, ponieważ lekarze nie zbierają ludzi w ten sposób, chyba że prawda jest zbyt wielka, by przekazać ją mimochodem.
Doktor Desai złożyła ręce, a następnie przemówiła tonem pełnym jasności i życzliwości.
„Objawy Rowana wskazują na genetyczną chorobę nerwowo-mięśniową zwaną rdzeniowym zanikiem mięśni” – powiedziała – „która wpływa na komórki nerwowe wysyłające sygnały do mięśni. Kiedy te sygnały zostaną zakłócone, mięśnie słabną i nie rozwijają się tak, jak powinny”.
Na moment twarz Tessy stała się pozbawiona wyrazu, jakby słowa nie miały dokąd trafić.
„Genetyczne?” wyszeptała. „Więc… ja to zrobiłam?”
Doktor Keats pochylił się do przodu, stanowczo, ale nie szorstko.
„Nie” – powiedziała – „to nie jest coś, co spowodowałaś zbyt ciężką pracą, zmęczeniem lub podjęciem złej decyzji w niewłaściwy dzień, ponieważ genetyka tak nie działa, a obwinianie nie pomoże Rowan oddychać ani się rozwijać”.
Owen obserwował, jak ramiona Tessy drżą, gdy próbowała się opanować i jej się nie udało, i obserwował, jak wcześniejsze słowa Juni układają się w jego umyśle, ponieważ sposób, w jaki dziecko opisało, jak jej brat staje się lżejszy, nie był wcale fantazją. Było to dostrzeganie rzeczywistości przez dziecko z surową szczerością, charakterystyczną dla dzieci, zanim dorośli nauczyli je ją łagodzić.
Doktor Desai kontynuowała, a jej głos brzmiał pewnie, nawet gdy wydawało się, że pokój się przechylił.
„Istnieją metody leczenia” – powiedziała – „w tym jednorazowa terapia genowa, która może przynieść znaczącą poprawę, zwłaszcza gdy zostanie podana wcześnie, ale czas ma znaczenie, a proces zatwierdzania może być skomplikowany”.
Tessa podniosła głowę, a przez łzy przebłysła w niej nadzieja.
„No to zróbmy to” – powiedziała zdesperowana i zacięta. „Nieważne, ile to będzie kosztować”.
Doktor Keats powoli wypuścił powietrze.
„Koszty idą w miliony” – powiedziała – „a ubezpieczyciele czasami kwestionują tę decyzję, a obecnie trwa dochodzenie w sprawie opieki nad dzieckiem, ponieważ na siedmiolatku ciąży odpowiedzialność, której nie powinno dźwigać żadne dziecko”.
System, który pojawił się późno
Następnego ranka pojawiła się młoda pracownica socjalna o nazwisku Kelsey Raines z tabletem w ręku i ściągniętym wyrazem twarzy, który wyglądał jak osąd ukryty w procedurze. Przemówiła płaskim, oficjalnym tonem, który sprawił, że Tessa wyglądała na jeszcze mniejszą na krześle.
„Muszę osobno przesłuchać dziecko” – powiedziała Kelsey – „i zajmiemy się zorganizowaniem tymczasowego miejsca pobytu na czas trwania śledztwa”.
Twarz Tessy znów się skrzywiła, ale tym razem dźwięk, który z siebie wydobyła, nie był tyle paniką, co czystym żalem.
„Proszę cię” – powiedziała – „ona nie zrobiła nic złego, próbowała pomóc, ja próbowałam przetrwać”.
Owen zareagował ostrożnie, ale stanowczo, bo widział, jak wiele systemów myliło wyczerpanie z okrucieństwem.
„Te wcześniejsze zgłoszenia sąsiadów powinny zostać zbadane” – powiedział, patrząc Kelsey w oczy – „i gdyby ktoś odwiedził, zobaczyłby rodzinę w tarapatach na długo, zanim dziecko trafi na intensywną terapię”.
Kelsey zacisnęła usta, jakby chciała, żeby rozmowa była krótsza.
„Nie mogę wypowiadać się na temat starszych raportów” – powiedziała, po czym odeszła, żeby wykonać telefon.
Tego samego dnia pojawiła się inna kobieta – starsza, o srebrnych włosach starannie spiętych do tyłu, o ciepłych, ale przenikliwych oczach. Przedstawiła się jak ktoś, kto całe życie poświęcił ciężkiej pracy, i nie musiała tego nikomu ogłaszać.
„Jestem Doreen Pruitt” – powiedziała do Owena. „Przejmuję tę sprawę, bo bardziej potrzeba doświadczenia niż papierkowej roboty”.
Kiedy Doreen przejrzała historię, jej twarz stwardniała w sposób, który mówił Owenowi, że znalazła coś brzydkiego.
„Dwa raporty zamknięto bez wizyty lekarskiej” – powiedziała cicho – „a kierownik, który je zamknął, działał w sposób, który już dawno powinien zostać zakwestionowany”.
Obietnica złożona w salonie rodziny zastępczej
Juni została umieszczona u starszego małżeństwa, państwa Reynolds, którzy przyjęli ją życzliwie, dali jej prawdziwe łóżko i ciepłą kolację, jednak nawet gdy czuła się bezpiecznie, wciąż zadawała to samo pytanie z tą samą drżącą stanowczością.
„Jak się czuje Rowan?”
Owen odwiedzał go tak często, jak tylko mógł, bo widział, co się dzieje z dziećmi, gdy dorośli pojawiają się, a potem znikają. Juni obserwowała go oczami, które wydawały się mieć więcej niż siedem lat.
Pewnego wieczoru, gdy kolorowała obrazek przeznaczony na ścianę szpitala Rowana, spojrzała w górę i przemówiła jak dziecko, które nauczyło się prosić o pocieszenie, zanim odważyło się w nie uwierzyć.
„Oficerze Kincaid” – powiedziała – „czy pan też zamierza odejść?”
Owen poczuł, jak pytanie to ciąży mu na piersi niczym ciężar, ponieważ wiedział, że nie chodzi tylko o ojców, którzy odeszli, czy matki, które zapadły w sen, ale o każde drzwi, które pozostały zamknięte, kiedy potrzebowała, by były otwarte.
Usiadł naprzeciwko niej i mówił cicho i pewnie.
„Nie” – powiedział. „Jestem tutaj”.
Zawahała się, po czym wyciągnęła mały palec, tak jak robią to dzieci, gdy chcą, aby słowa zmieniły się w coś wiążącego.
“Obietnica?”
Owen splótł swój palec z jej palcem.
“Obietnica.”
KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕