— A ty pokręcisz się w kuchni — to przecież twoja kobieca robota! — machnął ręką mąż na moje protesty.
— Ty tak na serio teraz? — Irina stała przy oknie, trzymając w rękach telefon, i patrzyła na szare, grudniowe podwórko, gdzie dozorca bez entuzjazmu zgarniał brudny śnieg w kupę.
