Zatrzymałem się. Pearl spojrzała na mnie, wciąż tak łagodnie. Buddy nadal kręcił się w kółko, jakby po prostu nie rozpoznawał gniewu. Ale ja od razu go rozpoznałem.
Marlene skrzyżowała ramiona i kontynuowała: „To nie jest schronisko. Ludzie nie powinni patrzeć na… takie rzeczy. Pozbądźcie się ich!”
Przez sekundę poczułem, jak jej palce zaciskają się na smyczy. Nie ze strachu, ale z powodu narastającej we mnie fali oburzenia. Spojrzałem jej prosto w oczy i powiedziałem spokojnie, niemal szeptem:
„No cóż, niech Bóg cię błogosławi. Wiedz tylko jedno: to nie ja uratowałem tego psa. To ona uratowała mnie”.