Spojrzałem na niego i w tym momencie zrozumiałem jasno jedną prostą rzecz: przez ostatnie siedem lat zmieniłem się o wiele bardziej, niż myślałem. Nie tylko zewnętrznie – choć zewnętrznie również. Zmieniłem się wewnętrznie. A teraz stał przede mną nie mężczyzna z przeszłości, nie ojciec mojego syna, nie ten, który kiedyś trzymał mnie za rękę. Ale mężczyzna, który nie przyszedł do mnie – lecz po pocieszenie. Po ciepło. Po stabilizację.
Spokojnie podszedłem do szafy w przedpokoju, otworzyłem ją i wyjąłem z górnej półki teczkę. Tę z papierami. Patrzył z lekkim uśmiechem na twarzy, pewien, że teraz będziemy rozmawiać o uczuciach, wspomnieniach, „dawnych czasach”.
