Kobieta w podobnym wieku trzymała go mocno za rękę, z zamkniętymi oczami.
– Czy wszystko w porządku? – zapytała Ana ostrożnie, podchodząc bliżej.
Mężczyzna uniósł głowę. Jego niebieskie oczy, mimo zmęczenia, miały w sobie dziwną godność.
– Czekamy tylko… Nasz syn powiedział, że przyjedzie po nas trzy dni temu.
– Trzy dni? – te słowa odbiły się echem w głowie Any. Jak ktoś mógł zostawić własnych rodziców w takim miejscu?
Isabela zaczęła płakać. Ana wiedziała, że wkrótce będzie musiała ją nakarmić, ale nie potrafiła po prostu odejść. Coś w tym starszym małżeństwie poruszyło ją głęboko, w sposób, którego nie potrafiła wyjaśnić.
– Chodźcie – powiedziała nagle, bez wahania. – Nie wiem jak, ale razem stąd wyjedziemy.