— Wynoś się z mojego domu! — krzyczała teściowa, zapominając, że miesz
— Powiedz jej prawdę!
Natychmiast!
Zmieszał się.
— No… prawnie tak, mieszkanie jest Maszy.
Ale mieszkamy razem!
Ja robiłem remont!
Tapetę kleiłem!
— Tapetę kleiłeś dwa dni, a potem miesiąc marudziłeś, że cię plecy bolą! — nie wytrzymałam.
— Materiały kupowałam ja!
Meble — ja!
A ty tylko leżałeś na kanapie i marzyłeś o wielkim biznesie!
Tamara Pietrowna powoli wstała.
Podeszła do syna.
I wymierzyła mu soczysty policzek.
— Wstyd! — wypluła.
— Ja wszystkim koleżankom rozpowiadałam, jaki mój syn jest sukcesem!
Że mieszkanie kupił, żonę utrzymuje!
A ty… pasożyt!
Andriej złapał się za policzek.
— Mamo, co ty?
No nie wyszło mi jeszcze!
Ale się staram!
— Stara się… — Teściowa odwróciła się do mnie.
— Masza, przepraszam.
Nie wiedziałam.
On mi takie bajki opowiadał…
Wypuściłam powietrze.
Złość trochę opadła.
— Dobrze.
Niech będzie.
Tylko proszę oddać zasłony na miejsce.
Wydawałoby się, happy end?
Nic z tego.
Wieczorem, gdy piliśmy herbatę (bez tortu, kęs nie przechodził przez gardło), Andriej zaczął jęczeć.
— Masza, po co powiedziałaś mamie wszystko?
Ona ma chore serce.
Mogłaś podtrzymać grę.
— Podtrzymać?! — prawie zakrztusiłam się herbatą.
— Ona mnie wyrzucała z domu!
Rozbiła mój wazon!
Zdarła zasłony!
A ja miałam milczeć i się uśmiechać?
— No ale ona jest starszą kobietą…
Miło jej myśleć, że syn odniósł sukces.
Co ci szkodzi?
— Tak, Andriej.
Szkodzi.
Szkoda mi moich nerwów.
I pieniędzy, które, jak się okazuje, wyciągałeś z rodzinnego budżetu na swoje popisy przed mamą.
— Nie wyciągałem!
Pożyczałem!
Oddam!
— Kiedy?
Kiedy jako taksówkarz zarobisz milion?
Obraził się.
Poszedł spać na kanapę.
A rano zaczęło się najciekawsze.
Obudził mnie zapach spalenizny.
Wybiegłam do kuchni.
Tamara Pietrowna (została na noc, było późno, żeby jechać) smażyła bliny.
W dymie.
Na mojej nowej patelni z powłoką nieprzywierającą.
I skrobała ją widelcem.
— Tamaro Pietrowno! — wrzasnęłam.
— Nie wolno widelcem po teflonie!
Pani ją zniszczyła!
— Oj, daj spokój! — махнула ręką.
— Co tam, ryska.
Za to bliny są pyszne.
Siadaj, jedz.
Spojrzałam na patelnię.
Dno całe porysowane.
Trzy tysiące rubli do kosza.
— Nie będę tego jeść.
I kupi mi pani nową patelnię.
— Jaka ty drobiazgowa, Masza! — prychnęła teściowa.
— Andrjusza, chodź jeść!
Matka naleśników napiekła!
Andriej przywlekł się senny, rozczochrany.
— O, bliny!
Super!
Masza, czemu taka kwaśna?
— Twoja mama zniszczyła moją patelnię.
I uważa, że to normalne.