Ciąg dalszy historii
— To ty wysłałaś ten test? — zapytał bez wstępu. Cisza. — Jaki test? — DNA! Przez to wyrzuciłem żonę z dzieckiem! Znów cisza. A potem cichy śmiech. — Czyli zadziałało…
Serce Michała przestało bić na ułamek sekundy. — Ty wiesz, co zrobiłaś?! — wyszeptał. — A ty wiesz, co zrobiłeś mnie? — odpowiedziała chłodno. — Zostawiłeś mnie dla niej. Chciałam tylko, żebyś poczuł, jak to jest stracić wszystko. Rozłączył się. Ręce mu drżały. Karolina. Jakub.
Wyrzucił ich w mróz. Z niemowlęciem. Minęło półtora roku. Pojechał do matki. — Mamo… — usiadł przy stole. — Pomyliłem się. Słuchała w milczeniu, a w jej oczach rosło przerażenie. — Ty zniszczyłeś własną rodzinę — powiedziała cicho. — I ich życie.
— Muszę ich znaleźć. — Możesz spróbować — odpowiedziała. — Ale nie licz na to, że będzie łatwo. Adres ojca Karoliny pamiętał. Drzwi otworzyły się po chwili. Stała w nich ona.
Chudsza. Zmęczona. Ale w jej oczach była siła, której wcześniej nie miał. Już nie ta zagubiona dziewczyna z przystanku. Za jej plecami stał mały chłopiec. Szare oczy. Jakub. Michał poczuł, jak coś w nim pęka. — Karolina… — jego głos zadrżał. — Wiem prawdę. Test był fałszywy.
Nie wyglądała na zaskoczoną. — Domyślałam się — powiedziała spokojnie. — Ale wtedy nie chciałeś mnie słuchać. — Popełniłem straszny błąd. Wybacz mi. Proszę. Chłopiec podszedł bliżej. — Mamo, kto to? Karolina spojrzała na syna. Potem na Michała.
Chwila ciszy. — To twój tata, Jakub. Słowo „tata” zawisło w powietrzu. Michał uklęknął. — Cześć… — wyszeptał. — Długo mnie nie było. Jakub przyglądał mu się uważnie. A potem wyciągnął rękę i dotknął jego twarzy.
Michał nie wytrzymał. Łzy popłynęły po policzkach. — Nie wrócimy do tego, co było — powiedziała Karolina cicho. — Za dużo się stało. Ale jeśli chcesz być ojcem — możesz. Dla niego. Zobaczymy, czy potrafisz. Nie było w jej głosie gniewu. Tylko zmęczona dojrzałość. Michał skinął głową. Od tego dnia przychodził codziennie. Zabierał Jakuba na spacery. Pomagał finansowo. Słuchał. Nie podnosił głosu. Zaufanie nie wróciło od razu.
Ale powoli, dzień po dniu, budowali coś nowego — nie na ślepej wierze, lecz na odpowiedzialności. Minęły miesiące. Pewnego wieczoru Jakub zasnął na kanapie, trzymając Michała za palec. Karolina patrzyła na nich długo. — Zmieniłeś się — powiedziała cicho. — Musiałem — odpowiedział. — Inaczej straciłbym was na zawsze.
Nie odpowiedziała od razu. Ale tym razem nie cofnęła ręki, gdy dotknął jej dłoni. Nie była to bajka o szybkim wybaczeniu. To była historia o błędzie, który kosztował zbyt wiele — i o człowieku, który zrozumiał to dopiero wtedy, gdy prawie wszystko stracił. A Jakub, śpiący spokojnie między nimi, był dowodem, że nawet po największym upadku można spróbować wstać.