Dopiłam wino i ostrożnie odstawiłam kieliszek na stół. W środku panował dziwny spokój — nie ten po zwycięstwie i nie ten po klęsce. To był spokój kogoś, kto wreszcie przestał walczyć. Michał znów wpatrzył się w telefon. Jego palce szybko pisały wiadomość. Zauważyłam, jak kąciki jego ust uniosły się w niemal czułym uśmiechu. Kiedyś tak uśmiechał się do mnie. — Czeka na ciebie? — zapytałam, zanim zdążyłam się powstrzymać. Zawahał się przez chwilę, po czym podniósł wzrok. — Natalia się denerwuje. Organizacja ślubu to stres — odpowiedział tonem, jakby mówił o czymś naprawdę ważnym.
— Oczywiście — odparłam cicho. — Bardzo wyczerpujące zajęcie: zburzyć jedno małżeństwo i zbudować nowe. Odłożył telefon na stół z wyraźnym irytacją. — Nie zaczynaj. Doskonale wiedziałaś, że między nami wszystko skończyło się na długo przed Natalią. Spojrzałam na niego uważnie, po raz pierwszy tego wieczoru bez filtra bólu. — Nie, Michał. Między nami wszystko skończyło się w dniu, w którym uznałeś, że możesz kłamać mi prosto w oczy.
