Ciąg dalszy historii

Gdy odtworzono nagranie głosu babci, na sali zrobiło się tak cicho, że było słychać czyjś kaszel. Sędzia słuchał w milczeniu. Długo. Potem zamknął teczkę. — Zarządza się kontrolę finansową. Zabezpieczenie majątku do czasu wyjaśnienia sprawy. Zofia siedziała nieruchomo.

Serce biło równo. Bez paniki. Bez triumfu. Tylko spokój. Później stała przy oknie na sądowym korytarzu.

Wujek minął ją. Zatrzymał się. — Myślisz, że wygrałaś? — rzucił cicho. Spojrzała na niego. — Myślę, że prawda was dogoniła.

Odwrócił się i odszedł. Wieczorem Zofia wróciła do warsztatu. Spojrzała na rozpruty materac, którego jeszcze nie wyrzuciła. Stała nad nim długo. — Dziękuję… — powiedziała na głos.

Potem wzięła nóż. I zaczęła usuwać resztki. Już bez drżenia. Bo wiedziała:

babcia nie ukryła tylko tajemnicy. Ukryła ochronę. I szansę. I dała wnuczce nie pieniądze — lecz możliwość przywrócenia sprawiedliwości. A Zofia z tej szansy skorzystała.