Ciąg dalszy historii

— Doprawdy? — uśmiechnęła się drapieżnie. — A wiesz, na kogo jest zapisany? Alicja zacisnęła pięści. — To mnie nie interesuje. — Oczywiście, że nie — przeciągnęła Barbara. — Bo liczysz na kogoś innego, prawda? Kto to jest? Podaj imię. — Nikogo nie ma.

— Kłamiesz. — Nie. — To pokaż telefon. Alicja gwałtownie podniosła głowę. — Co?

— Telefon — powtórzyła spokojnie Barbara. — Dawaj. Zobaczymy wiadomości, połączenia… i wszystko będzie jasne. — To moja prywatna rzecz. — W moim domu nie ma prywatnych rzeczy. Wyciągnęła rękę. Alicja cofnęła się.

— Nie. — Co znaczy „nie”?! — Znaczy — nie. Barbara pobladła. — Ty… — wysyczała. — Zupełnie bezczelna się zrobiłaś.

W tym momencie w zamku szczęknął klucz. Obie gwałtownie się odwróciły. Drzwi się uchyliły i do przedpokoju wszedł Rafał — zmęczony, z rozpiętym płaszczem i teczką w ręku. — Co tu się dzieje? — zapytał, przenosząc wzrok z matki na Alicję… i na walizkę przy drzwiach. Barbara natychmiast się zmieniła. Wyprostowała plecy, a głos zabrzmiał niemal żałośnie.

— Synku, w samą porę… Właśnie próbowałam zrozumieć, co tu się wyprawia. Twoja żona spakowała walizki. Chce wyjechać. Po cichu. Rafał zmarszczył brwi. — Alicja? Spojrzała na niego — i nagle zrozumiała, że nie ma już siły się ukrywać. — Tak. Wyjeżdżam.

— Dokąd? — To nieważne. — Jak to nieważne? — podniósł głos. — Postradałaś zmysły? — Nie. — Nie chcesz mi nic wyjaśnić?

— Chcę odejść. — Dlaczego? Alicja wciągnęła powoli powietrze. — Przez wszystko. Barbara prychnęła.

— Słyszałeś? „Przez wszystko”. Wygodne. Ani powodów, ani faktów. — Mamo, poczekaj — warknął Rafał. — Nie, nie poczekam! — wybuchła. — Pięć lat patrzę, jak ona… — Dość — przerwał ostro. Barbara zamilkła, wpatrując się w syna z niedowierzaniem.

— Co? — Powiedziałem: dość — powtórzył ciszej, ale twardo. — Ty… ty jesteś po jej stronie? Rafał zmęczonym ruchem przetarł twarz. — Chcę tylko zrozumieć, co się dzieje.

— A ja już wszystko powiedziałam! — Nie — odwrócił się do Alicji. — Teraz ty. Patrzyła na niego długo. — Nie mogę już tak żyć, Rafał. Mam dość usprawiedliwień. Strachu. Poczucia, że jestem obca we własnym małżeństwie. — To mama…

— To też ty — przerwała. — Bo zawsze milczałeś. Drgnął. — Co? — Widziałeś, jak się do mnie odzywa. I nic nie mówiłeś. Za każdym razem. Zapadła cisza.

Barbara wciągnęła głośno powietrze. — A więc w tym rzecz… Czyli to ja jestem winna. — Nie tylko pani — spokojnie odpowiedziała Alicja. — Ale pani jest częścią problemu. — Niewdzięczna — syknęła Barbara. — Być może.

Rafał patrzył na nie obie. — Naprawdę chcesz odejść? — Tak. — Na zawsze? Alicja skinęła głową.

— Tak. Zamknął na chwilę oczy. — Masz kogoś? — Nie. Barbara parsknęła pogardliwie.

— Oczywiście. — Mamo! — warknął. Zamilkła. Rafał znów spojrzał na Alicję. — Jesteś pewna?

— Całkowicie. Powoli skinął głową. — W takim razie… — westchnął. — Zabierz rzeczy. Barbara aż się zachłysnęła. — Co ty mówisz?!

— Powiedziałem: zabierz rzeczy. — Pozwolisz jej odejść?! — Nie mogę jej zatrzymać. — Ona niszczy rodzinę! — Mamo.

— Ona cię zostawia! — To nasza sprawa. Alicja poczuła, jak coś w niej puszcza. — Dziękuję. Rafał spojrzał na nią ciężko.

— Nie ma za co. Schyliła się i podniosła walizkę. Barbara zrobiła krok do przodu. — Jeszcze pożałujesz. Alicja zatrzymała się przy drzwiach.

— Być może — powiedziała spokojnie. — Ale po raz pierwszy od dawna to będzie mój wybór. Otworzyła drzwi. Zimne powietrze z klatki schodowej uderzyło ją w twarz. — Do widzenia, pani Barbaro.

I nie oglądając się, wyszła. Drzwi zamknęły się za nią miękko — niemal bezgłośnie. A w przedpokoju zostali dwoje. I cisza, która brzmiała głośniej niż jakiekolwiek krzyki.