Lata mijały powoli, każde z nich uciskało moje ciało coraz mocniej. Moje stawy stwardniały. Plecy protestowały przy każdym ruchu. Były dni, kiedy wstawanie wydawało się jak wspinanie na górę bez wierzchołka w zasięgu wzroku. Moje dzieci odwiedzały, kiedy mogły, zostawiając niewielkie kwoty pieniędzy i wesołe kłamstwa o tym, jak często wrócą. Nigdy im nie mówiłam, jak często miałam zawroty głowy, jak często świat wirował wokół mnie. Miały swoje własne życie i odmawiałam bycia dla nich dodatkowym ciężarem.
Mam 65 lat. Rozwiodłam się 5 lat temu. Mój były mąż zostawił mi kartę bankową z 300 dolarami. Nigdy jej nie tknęłam. Pięć lat później, kiedy poszłam wypłacić pieniądze… zamarłam.
