Mam teraz sześćdziesiąt pięć lat, a kiedy patrzę wstecz na moje życie, większość z niego jest nierozerwalnie związana z mężczyzną, którego kiedyś nazywałam moim mężem. Byliśmy małżeństwem przez trzydzieści siedem lat, lat pełnych rutyn, kłótni, wspólnych marzeń i cichych poświęceń, które nigdy nie trafiły do fotografii. Wierzyłam, z upartą pewnością kogoś, kto zbudował życie cegła po cegle, że cokolwiek by się działo na świecie, stawimy temu czoła razem.
Ta wiara zakończyła się szarego poranka w sądzie rodzinnym w Cleveland, Ohio.
