- Nie dyskutowali o tym, jak pomóc poszkodowanemu.
- Nie zastanawiali się, jak naprawić wyrządzone zło.
- Skupiali się na jednym: jak ochronić „złote dziecko”.
- A mnie wykorzystać jako tarczę.
Siedziałam na workach z ziemią ogrodniczą i słuchałam, jak układają gotową historię: że byłam zazdrosna, że „odebrałam kluczyki”, że to ja spowodowałam wypadek. W ich ustach brzmiało to jak dopracowany scenariusz, w którym wszyscy wiedzieli, jakie kwestie mają wypowiedzieć.
