„Co, do cholery, tu się dzieje?” zapytałem, naciskając hamulec, auto zatrzymało się z nagłym szarpnięciem. Wysiadłem z samochodu i biegłem ku wejściu, zanim jeszcze zdążyłem się uspokoić, a serce miałem w piersi jako zimny, twardy węzeł strachu.
Wróciłem do domu i zastałem mamę płaczącą na ganku, a jej rzeczy walały się po podłodze. Mój kuzyn zamykał drzwi na klucz, krzycząc: „Wynoś się! Ten dom jest teraz mój!”.
