Anna wyszła ze szpitala powoli, ostrożnie stawiając kroki. Śnieg nadal padał, ale zamieć ustała. Zatrzymał się na chwilę przy pomocy, oparcia dłoni na brzuchu. Dziecko zostało uruchomione lekko, automatycznie uruchamiane. Anna mogła się blado. możliwe, że wszystko zostało wykonane, co mogło.
Dni mijały jeden po drugim. Anna dalej jeździła taksówką, chociaż coraz szybciej się męczyła. Pasażerowie byli różni — jedni milczący, inni gadatliwi — ale myślami często wracają do tamtej nocy. pojawia się, czy mężczyzna z boku, czy ktoś się nim, czy los jest dostarczany mu później. Za każdym razem, gdy wystąpią takie same wnioski: reszta nie jest już od niej.
