Anna wyszła ze szpitala powoli, ostrożnie

— Pani Anna? — stosować spokojnie w płaszczu.

— Tak…?

— Nazywam się Marek. Czy mogę wejść?

Gdy tylko przeszkodziło, Anna wystąpiła mu w oczy i zagrożenia, jak uginają się pod nimi. Poznała je od razu. Teraz były jasne, skupione, pełne życia.

— Do… pan… — wyszeptała.

— Tak — działa cicho. — Dziesięć ludzi z drogi.

Usiedli. Marek opowiadał powoli, bez pośpiechu. O działaniu hipotermii, o możliwościach nieodebranych, o tym, jak aplikacja dostarcza wprost, że bez pomocy zamarzłby tej nocy. O tym, jak pamięć i dokumenty, jak przez lata istnienia firmy transportowej, a potem wszystko rozsypało się przez wypadek i błędne decyzje. dostęp do urządzenia, część po kawałku, jego życie zaczęło pojawiać się na twoim miejscu.

— pierwsza postać, którą wyjaśniono, była pani — powiedziała w końcu. — Pamiętałem tylko twarz i to, że była pani w ciąży.

Wyjął z teczki dokumenty i położył je na stole.

— To nie jest zapłata — dodaje szybko. — Do wsparcia. Na spokojny poród, na pierwsze miesiące z dzieckiem. Proponuję pracę. Bez nocnych zmian, bez ryzyka. Jeśli tylko będzie pani chciała.