Anna patrzyła na papiery, a potem na swoje dłonie.
— Zatrzymałam się wtedy, bo ktoś leżał na drodze — powiedziała cicho. — Każdy mógłby tak zrobić.
— Nie każdy by się zatrzymał — odpowiedział Marek spokojnie. — A już na pewno nie każdy oddałby ostatnie pieniądze.