Dopiłam wino i ostrożnie odstawiłam kieliszek na stół. W środku panował dziwny spokój — nie ten po zwycięstwie i nie ten po klęsce. To był spokój kogoś, kto wreszcie przestał walczyć.


Wrócił do stołu wyraźnie wzburzony. — Jeden z gości na dzisiejszym ślubie powiedział jej jakąś bzdurę — wycedził. — O naszej intercyzie. O tym, że dom jest zapisany na ciebie. Patrzyłam na niego w milczeniu. — I? — Uznała, że coś ukrywam. Że nie powiedziałem jej wszystkiego. Teraz myśli, że ożeniłem się z nią bez pełnej przejrzystości finansowej.