Dziewczynka, mimo drżenia, ruszyła do przodu, a Mason poszedł za nią. Szli małą uliczką, aż w końcu dotarli do opuszczonego domu, pomalowanego na niebiesko. Gdy zbliżyli się, serce Masona niemal stanęło, gdy z domu wyszły dwie znajome dziewczynki.
Każdej soboty pogrążony w żałobie milioner odwiedzał groby swoich córek — aż do dnia, w którym biedna dziewczynka wskazała na nagrobki i wyszeptała: „Panie… one mieszkają na mojej ulicy”.
