Odwróciłam się do okna, wpatrując się w płytę lotniska, gdy silniki ryczały. Czułam, jak ciepło zażenowania podchodzi mi do gardła, to znajome poczucie winy, które wynika z bycia niezrozumianą.
Chciałam mu wyjaśnić – opowiedzieć o długich godzinach, wyczerpaniu, o tej skromnej wygodzie, jaką sobie obiecałam, siedząc na tym miejscu. Ale nic nie powiedziałam. Po prostu patrzyłam przez okno, czując się coraz mniejsza z każdą sekundą.
Obok mnie mała dziewczynka cicho pojękiwała. Ojciec podał jej tablet, wzdychając dramatycznie. Niemal słyszałam niewypowiedziane oskarżenie wiszące w powietrzu.
Łatwiej byłoby się poddać — zamienić wygodę na spokój, uniknąć napięcia związanego z byciem „trudną”.
Ale coś we mnie szepnęło: Możesz zachować to, co wybrałeś.