Gdzieś po drodze coś się jednak przesunęło. Nie potrafię wskazać momentu, w którym to się zaczęło. David stał się bardziej zajęty. Ważniejszy — przynajmniej tak mi mówił. Nasze rozmowy sprowadziły się do spraw organizacyjnych:
„Odebrałaś pranie?”
„Nie zapomnij, w sobotę kolacja u Johnsonów.”
Wmawiałam sobie, że to normalne po dziesięciu latach małżeństwa. Tłumiłam w sobie poczucie samotności, które wkradało się w ciche wieczory, gdy zamykał się w swoim domowym biurze.
Około osiemnaście miesięcy wcześniej wydarzyło się coś, co zmieniło mój los. Podczas bezsennej nocy wyskoczyła mi reklama aplikacji do nauki języków: japoński. Uczyłam się go krótko na studiach i bardzo go wtedy pokochałam. Tamtej nocy, gdy David chrapał obok mnie, pobrałam aplikację.
W ciągu kilku tygodni byłam uzależniona. Każdego wieczoru, gdy David pracował do późna, siedziałam przy kuchennym stole ze słuchawkami i przerabiałam kolejne lekcje. Nie mówiłam mu o tym. Trzy lata wcześniej wspomniałam, że chciałabym zapisać się na kurs fotografii, a on się zaśmiał:
„Sarah, przecież nie masz na to czasu.”
Nauczyłam się zachowywać swoje zainteresowania dla siebie.
Tak japoński stał się moim sekretnym światem. Po roku rozumiałam rozmowy niemal płynnie. Czułam, jakbym odzyskiwała część siebie.
Pod koniec września David wrócił do domu wcześniej niż zwykle.
„Sarah, mam świetne wieści” — powiedział. — „Jesteśmy o krok od zamknięcia partnerstwa z japońskim gigantem technologicznym. Prezes, Tanaka-san, przylatuje w przyszłym tygodniu. Zabiorę go na kolację. Musisz pójść ze mną.”
Podniosłam wzrok znad krojonych warzyw.
„Na kolację biznesową?”
„Tak. Tanaka-san ceni tradycyjne wartości. Chce zobaczyć, że jestem stabilny i rodzinny. To robi dobre wrażenie.” Otworzył lodówkę. „Masz tylko ładnie wyglądać, uśmiechać się, być czarująca. Wiesz — jak zwykle.”
Jak zwykle. Dekoracyjna żona.
„I Sarah” — dodał — „Tanaka nie mówi dobrze po angielsku. Większość rozmowy poprowadzę po japońsku. Będziesz się nudzić, więc po prostu się uśmiechaj.”
Serce mi zamarło.
„Mówisz po japońsku?”
„Podłapałem przez lata. Teraz mówię całkiem płynnie.”
Nie zapytał, czy ja też mówię. W jego głowie byłam tylko kobietą, która sprząta dom. Wróciłam do deski do krojenia.
„Będę tam, kochanie.”
Tydzień dłużył się niemiłosiernie. Każdą wolną chwilę poświęcałam na odświeżenie słownictwa biznesowego. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Ale musiałam wiedzieć.
W czwartek wieczorem miałam na sobie granatową sukienkę, którą sam wybrał. Restauracja była elegancka, nowoczesna, w San Francisco.
„Pamiętaj” — powiedział David przy wejściu — „nie wtrącaj się do rozmów biznesowych. Odpowiadaj krótko. Chcemy, żeby skupił się na partnerstwie, nie na pogaduszkach.”
Tanaka-san był mężczyzną po pięćdziesiątce, w okularach w srebrnej oprawce, o nienagannych manierach. David się ukłonił, ja zrobiłam to samo. Usiedliśmy