Protokół 7: Koniec Imperium Morrisonów
„Ups” – wymamrotała pod nosem Diane, nawet nie próbując udawać przeprosin po tym, jak wylała mi na głowę wiadro lodowatej, brudnej wody z rozpuszczonym lodem. Lodowaty płyn uderzył w moją skórę niczym fizyczny cios, sprawiając, że moje nienarodzone dziecko gwałtownie wierzgnęło w proteście.
— Patrz na jasne strony — zadrwiła Diane, a jej głos był ostry jak brzytwa. — Przynajmniej w końcu się umyłaś. Wyglądałaś, jakbyś prosto z rynsztoka weszła do mojego salonu.
Brendan, mój były mąż, zarechotał, dolewając sobie drogiego wina. Jessica, jego nowa narzeczona – kobieta, którą przedstawił rodzinie zaledwie dwa tygodnie po naszym rozwodzie – zachichotała, zasłaniając usta wypielęgnowaną dłonią.
— Diane, podaj jej któryś ze starych ręczników z garażu. Nie chcemy, żeby ten… zapach biedy… osiadł na egipskiej bawełnie — rzuciła Jessica, poprawiając swój diamentowy pierścionek.
Siedziałam tam, ociekając wodą, trzęsąc się na tanim, metalowym składanym krześle, które postawili dla mnie w kącie jadalni, jakbym była intruzem, a nie kobietą, która spędziła z Brendanem pięć lat. Czekali na moje łzy. Czekali, aż zacznę błagać o litość, o pieniądze na dziecko, o cokolwiek. Ale we mnie żal właśnie wyparował. Został zastąpiony przez morderczy spokój generała przed ostatecznym uderzeniem.
Wyciągnęłam telefon. Brudna woda kapała na perski dywan – ten sam, na którego zakup osobiście zatwierdziłam budżet trzy lata temu jako anonimowa właścicielka holdingu Caelum.
— Do kogo dzwonisz? — zaśmiała się Jessica. — Do opieki społecznej? Kochanie, w niedziele mają zamknięte.
— Brendan, daj jej po prostu dwadzieścia dolarów na taksówkę, żebym nie musiała na nią patrzeć — westchnęła Diane.
Zignorowałam ich i wybrałam kontakt: „Arthur – EVP Legal”.
— Cassidy? — głos Arthura był pełen niepokoju. — Czy wszystko w porządku?
— Arthurze — powiedziałam, a mój głos przeciął gwar rozmów niczym lodowate ostrze. — Uruchom Protokół 7.
W słuchawce na moment zapadła absolutna cisza. Arthur wiedział, co to oznacza. Protokół 7 był „opcją atomową”, którą przygotowaliśmy podczas zabezpieczania moich aktywów przed ślubem. Była to klauzula, której obiecałam nigdy nie użyć, chyba że moje bezpieczeństwo lub godność zostaną nieodwołalnie naruszone.
— Protokół 7? Cassidy, jesteś pewna? Morrisonowie stracą wszystko. Dom, udziały, fundusze. Zostaną z niczym w ciągu godziny.
— Jestem pewna — odparłam, blokując wzrok na Brendanie. Widziałam, jak jego uśmiech powoli gaśnie pod wpływem mojego spojrzenia. — Ze skutkiem natychmiastowym.
Rozłączyłam się i położyłam telefon na stole.
— Protokół 7? — Brendan prychnął, choć w jego głosie pojawiła się nutka nerwowości. — Co to za bzdury? Jakiś film sci-fi? Boże, przestań być taka żałosna.
— Pewnie ma halucynacje z głodu — Diane machnęła ręką. — Wstawaj i wychodź.
Nie wstałam. Sięgnęłam po lnianą serwetkę i powoli starłam brudną wodę z policzków.
— Jeszcze nie wychodzę — szepnęłam. — Przecież nie jedliśmy jeszcze deseru.