Protokół 7: Koniec Imperium Morrisonów


Godzina zero
Minęło dokładnie siedem minut. Atmosfera w pokoju stała się duszna. Brendan próbował wrócić do rozmowy o nowym jachcie, który planował kupić z premii w Caelum Global, ale nagle jego telefon zaczął wibrować. Potem telefon Diane. I Jessiki.
Brendan odebrał pierwszy. Jego twarz, wcześniej czerwona od wina, nagle stała się trupio blada.
— Co? Jak to zablokowane? To pomyłka, jestem dyrektorem operacyjnym! — krzyczał do słuchawki. — Co pani mówi? Wypowiedzenie? Z jakiego powodu?!
— Brendan, mój Amex nie działa! — wrzasnęła Jessica, patrząc z przerażeniem na ekran swojego iPhone’a. — Próbowali ściągnąć ratę za leasing Porsche i transakcja została odrzucona!
Diane gapiła się na tablet.
— Nasz fundusz powierniczy… zniknął. Brendan, tam jest napisane, że główne udziały zostały wycofane przez większościowego akcjonariusza. Co się dzieje?!
Wtedy do jadalni weszło dwóch mężczyzn w ciemnych garniturach. Nie pukali. Rozpoznałam ich – to była moja osobista ochrona, którą wysłał Arthur.
— Panie Morrison? — zapytał wyższy z nich. — Reprezentujemy zarząd Caelum Global. Ma pan piętnaście minut na opuszczenie tej posiadłości. Dom, samochody oraz całe wyposażenie są własnością firmy. Pański kontrakt został rozwiązany w trybie natychmiastowym z powodu naruszenia klauzul etycznych.
— To moje mieszkanie! — wrzasnęła Diane, zrywając się z krzesła.
— Przykro mi, pani Morrison — odparł drugi mężczyzna. — Ten dom został wynajęty pani synowi przez spółkę-córkę holdingu. Ponieważ stracił pracę, prawo do lokalu wygasło.
Brendan gapił się na mnie, a w jego oczach w końcu pojawiło się zrozumienie. Przerażające, palące zrozumienie.
— Ty… — wykrztusił. — Protokół 7. To ty jesteś „C”? Tajemniczym właścicielem?
Wstałam powoli. Woda wciąż kapała z moich ubrań, ale teraz wyglądałam jak królowa odbierająca hołd, a nie ofiara.
— Przez pięć lat pozwalałam wam wierzyć, że jestem tylko dziewczyną z małego miasta, która miała szczęście wyjść za bogatego faceta — powiedziałam cicho, podchodząc do Diane. — Pozwalałam wam mnie poniżać, bo kochałam Brendana i myślałam, że pieniądze nie mają znaczenia. Ale dzisiaj przekroczyliście granicę.
Spojrzałam na mokry dywan.
— Diane, ten „smuch biedy”, o którym mówiłaś? To zapach twojej przyszłości. Od jutra fundusz Caelum przestaje opłacać twoje rachunki za botoks i wino. Jessica, pierścionek, który masz na palcu? Został kupiony z funduszu reprezentacyjnego firmy. Oddaj go panom przy wyjściu.
Jessica zaczęła szlochać, zasłaniając twarz rękami. Brendan upadł na kolana, dokładnie tak, jak przewidziałam.
— Cassidy, proszę… nie wiedziałem! Myślałem, że… — zaczął bełkotać, próbując złapać mnie za dłoń.
Cofnęłam się z obrzydzeniem.
— Wiedziałeś wystarczająco dużo, żeby śmiać się, gdy twoja matka oblewała ciężarną żonę lodowatą wodą. Wiedziałeś wystarczająco dużo, żeby zostawić mnie bez grosza, wiedząc, że noszę twoje dziecko.