Letnie słońce paliło centralny plac jak ciężki koc. Stragany z owocami lśniły w świetle, zapach świeżo pieczonego chleba mieszał się z nawoływaniami sprzedawców, dzieci biegały między ławkami i gołębiami, matki krzyczały, a starzy ludzie obserwowali. Dzień jak każdy inny w mieście, który nikt szczególnie nie zapamięta.
Ale dla trójki ludzi ten dzień miał zmienić wszystko.
