SYN MILIONERA był NIEWIDOMY…

Serce Eliasa biło tak głośno, że niemal słyszał je w uszach.

—Co… co zamierzasz zrobić?

—Zdejmij okulary —poprosiła Maria. —Muszę zobaczyć twoje oczy.

Elias zdjął okulary. Jego oczy były zamglone, z białawą mgiełką na źrenicach. Maria pochyliła się nad nimi z niezwykłą delikatnością i ostrożnie zdarła cienką przezroczystą powłokę. Trzymała ją potem w powietrzu, jak kruche nici światła, odbijające kolory tęczy.

Elias powtórzył proces na drugim oku. Gdy otworzył oczy, początkowo zobaczył tylko jasne światło, a potem zarysy kształtów, sylwetki ludzi, drzewa, stragany.

—Widzę… Widzę coś —wyszeptał. —Mari… naprawdę widzę.

W tym momencie krzyk przerwał ciszę:

—Co robisz z moim synem?!

Alejandro podbiegł, zbladły, pięści zaciśnięte. Ludzie odwracali się, niektórzy wyciągali telefony.

—Pomogłam mu —powiedziała Maria spokojnie, trzymając w dłoniach powłoki.

Alejandro nie wierzył własnym oczom. Chłopiec, którego lekarze uznali za beznadziejny, widział.

Po dramatycznej wizycie w szpitalu, lekarze potwierdzili niemożliwe: oczy Eliasa były zdrowe. „Nie mogę tego wytłumaczyć —przyznał wybitny okulista—. To cud.”

Alejandro nie spał tej nocy. Wiedział, że to nie przypadek. Następnego dnia odwiózł Eliasa na plac, do tego samego miejsca. Wkrótce znaleźli ślady Marii i jej obecności: nici światła, wskazówki, które doprowadziły ich do sierocińca San Miguel, gdzie

Maria mieszkała i zostawiła rysunek „Moja przyszłość” — chłopiec w białym garniturze, dziewczynka zdejmująca powłoki z jego oczu.

Tak narodziła się Fundacja María Molina, w hołdzie dziewczynce, której nie mogli znaleźć, ale której obecność czuł każdy. Alejandro finansował operacje i rehabilitację dzieci niewidomych. Elias, dorastając, zdecydował się zostać okulistą, wypełniając milczącą obietnicę.