„Jeśli czytasz ten list, znaczy, że zrobiłeś coś, na co mieliśmy nadzieję, ale baliśmy się o to poprosić. Zachowałeś nasze dzieci razem. A to znaczy, że jesteś już kimś więcej niż tylko ich opiekunem…” Dalej pisała o strachu. O bezsilności. O nocach, gdy patrzyła na śpiące dzieci i myślała, że najgorsza nie jest śmierć, ale samotność po niej. „Jeśli los wybrał właśnie ciebie, to znaczy, że sam kiedyś straciłeś. I dlatego możesz zrozumieć…” Usiadłem ciężko na krześle.
Bez słowa cofnąłem się, wpuszczając ją do środka
— Oni wiedzieli o mnie? — zapytałem chrapliwie. — Nie — pokręciła głową Klara. — Ale wierzyli, że pojawi się właściwy człowiek. Nie z litości. Tylko dlatego, że sam zna pustkę. Długo milczeliśmy. Czajnik na kuchence wystygł, nawet nie zdążył się zagotować. — Jest jeszcze jedno — odezwała się w końcu. — Biologiczni rodzice dzieci nie zginęli na miejscu. Ich wypadek był skutkiem pościgu. Odmówili udziału w nielegalnym procederze związanym z dużą firmą deweloperską. Po ich śmierci śledztwo zamknięto. Ale teraz, gdy fundusz został uruchomiony, sprawa wraca.
Zamknąłem oczy. — Czy to może zagrozić dzieciom? — Nie — odpowiedziała stanowczo. — Wręcz przeciwnie. Teraz wszystko, co im zostawiono, jest chronione. Tak samo jak one. Tego wieczoru odbierałem dzieci ze szkoły z nowym uczuciem.