Codziennie podkradałem temu

— Czy on robi to celowo, żebyśmy płakali?

Ja też chciałem się śmiać.

To była moja rola.

Ale nie wydobył się z tego żaden dźwięk.

Spojrzałem na czerstwy chleb w kurzu.

Spojrzałem na bilet.

Spojrzałem na Tomása.

I po raz pierwszy w życiu nie wiedziałam już, co robić .

— Sebastião?

To był Rafael. Mój „najlepszy przyjaciel”. Ten, który zawsze śmiał się najgłośniej.

— No, człowieku, dokończ żart.

Powoli złożyłem bilet.

Włożyłem go z powrotem do pogniecionej torby

i podałem Tomásowi.

– Trzymać.

Pozostał zamarznięty.

– Co ?