Dwa tygodnie po tym, jak Lucas

— Proszę — powiedział zmienionym głosem. — Porozmawiajmy jak ludzie.

Miał podkrążone oczy, nieogoloną twarz, a jednak w spojrzeniu było to samo wyrachowanie, które widziała w dniu ślubu. Anna cofnęła się o krok.

— Rozmawiamy przez prawników, Lucas.

— Nie możesz mi tego zrobić… Nie możesz zniszczyć mi życia przez głupstwo!

Słowo „głupstwo” uderzyło ją mocniej niż jakakolwiek groźba. Jakby jej dom, jej intymność, jej prawo do „nie” były kaprysem.

— Zdecydowałeś za mnie — odpowiedziała. — Oddałeś klucze. Wprowadziłeś ludzi do mojego domu. To nie jest głupstwo.

Uniósł ręce w teatralnym geście, jak na weselu, jak Margaret.

— Ale Helen nie miała gdzie mieszkać! To moja siostra!

— A ja jestem… kim? — zapytała Anna, zaskakując samą siebie. — Dekoracją? Kontem oszczędnościowym? Pustą przestrzenią?

Lucas spróbował chwycić brzeg jej płaszcza, lecz Anna odsunęła się. W tej samej chwili z budynku wyszedł kolega z pracy i Lucas cofnął rękę, przyklejając fałszywy uśmiech.

— Pożałujesz — wyszeptał, prawie nie poruszając ustami. — Zobaczysz.

Anna nie odpowiedziała. Poszła prosto do samochodu i zadzwoniła do Claire, z drżącymi dłońmi, lecz głos miała jasny.

— Znowu się pojawił. W mieście. Mamy świadka.

W kolejnych miesiącach proces zamienił się w ciąg dni z chłodnym światłem i sal z twardymi krzesłami. Lucas, gdy płakał, robił to „ładnie”. Gdy się złościł, panował nad twarzą. Margaret przychodziła nienagannie ubrana i mówiła o „rodzinie” jak o świętej instytucji. Helen siedziała z tyłu z założonymi rękami, a Peter obgryzał paznokcie i patrzył w pustkę.

Anna przestała dawać się wciągać w emocje. Powtarzała sobie, ilekroć miała ochotę krzyczeć: „Fakty”. Claire mówiła:

— W sądzie nie wygrywa ten, kto się wyładuje, tylko ten, kto udowodni.

I Anna udowodniła. Klucze oddane bez zgody. Wiadomości. Próby zastraszania. Wielokrotne kręcenie się w pobliżu nieruchomości. Policja miała już dwie interwencje w aktach. Gdy sędzia czytał raport, Margaret próbowała zaprotestować:

— Ale są dzieci! Nie możecie…