— Nadal tu jesteś — powiedziała, unosząc kieliszek. — W swoim domu. W swoim życiu.
Anna uśmiechnęła się lekko, prawdziwie.
— Tak. I wiesz, co jest dziwne? — dodała po chwili. — Cisza już mnie nie przeraża.
Piły powoli. Na zewnątrz wiatr poruszał gałęziami, a na podwórzu sama zapaliła się lampa z czujnikiem. Anna spojrzała przez okno i po raz pierwszy od dawna zobaczyła tylko pustą drogę i zamkniętą bramę.
Tej nocy zasnęła bez trzymania telefonu w dłoni.
A rano, gdy otworzyła drzwi, powietrze pachniało wodą i mokrym drewnem. Anna przekroczyła próg jak miejsce, które naprawdę rozpoznaje się dopiero wtedy, gdy się go obroni. Poszła nad rzekę, stanęła tam i pozwoliła, by woda poniosła jej myśli dalej.
Nie zapomniała. Ale wreszcie zaczęła znowu żyć.