DZIECKO MILIONERA PŁAKAŁO,
Weszła sama, każdy krok pewny mimo drżących palców. Osiem lat. Kucyk starannie związany. Plecak wypełniony papierami zamiast zabawkami. Jej obecność przecięła marmurową ciszę jak coś zabronionego, coś niemożliwego.
Podeszła do recepcji, podniosła brodę i powiedziała jasnym, stanowczym głosem:
„Przyszłam na rozmowę… dla mojej mamy.”
Całe lobby zamarło.
Ochrona wymieniła spojrzenia. Dyrektorzy zwolnili krok. Recepcjonistka mrugnęła dwa razy, niepewna, czy dobrze usłyszała.
„Kochanie… gdzie jest twoja mama?”
Lucía przełknęła ślinę.
„W domu” – wyszeptała. – „Nie… nie mogła dziś przyjść.”
„Jest chora?” – naciskała recepcjonistka łagodnie.
Chwila ciszy. Jeden oddech zbierający odwagę.