Świąteczne napięcia
Podczas przygotowań w domu rozbrzmiewały śmiechy mojej rodziny. Mama krzątała się po kuchni, Odessa plotkowała przez telefon, a ja czułam, jak serce bije mi coraz szybciej.
To nie był lęk. To było uczucie, że coś się zbliża — coś, co rozwali ten dom od środka.
Gdy próbowałam zawiesić zasłonę w ogrodowym oknie, usłyszałam znów głos siostry. Tym razem rozmawiała z mamą.
– Mama powinna najpierw spłacić remont, a potem się go pozbyć. Wstyd, że jest częścią naszej rodziny.
Zamarłam.
A potem usłyszałam odpowiedź matki:
– Pracuję nad tym. Cały spadek i tak będzie twój, kochanie.
Słowa spadły na mnie jak zimny deszcz. Poczułam, jak całe ciało ściska się w środku. Przez całe życie próbowałam zasłużyć na uznanie mamy — ciężką pracą, niezależnością, oddaniem. A jednak w jej oczach wciąż byłam gorsza.
Na stole czekały już potrawy: barszcz, karp, makowiec. Wszyscy śmiali się, rozmawiali, a ja tylko udawałam, że wszystko jest dobrze. Każdy ich żart wbijał się we mnie jak igła.
Nie chciałam spędzać świąt z ludźmi, którzy uśmiechali się do mnie tylko po to, by za plecami wbijać nóż.