Klara skrzyżowała ręce i zrobiła krok w tył

— I ty się na to zgadzasz? Płacić za przetwory? U innych dostajemy za darmo.

— To bierzcie u innych — powiedziałam cicho. — Ja już nie mogę i nie chcę tak dalej.

Zapadła ciężka cisza. Słychać było tylko świerszcze i gdzieś w oddali szczekanie psa. Klara spojrzała na skrzynki, potem na mnie, potem znów na Michaela. Po raz pierwszy zabrakło jej szybkiej riposty.

— Ile mówiłaś? — zapytała ciszej.

— Dwieście euro. Wszystko jest policzone. Jeśli chcesz, mogę jeszcze raz pokazać każdą pozycję.

Thomas wyjął telefon, nerwowo coś wystukał, po czym schował go do kieszeni.

— To absurd — mruknął. — Ale skończmy to wreszcie.

Klara westchnęła teatralnie, wyjęła portfel i zaczęła liczyć pieniądze szerokimi gestami, jakby chciała, żeby widzieli to sąsiedzi. Położyła banknoty na skrzynce.

— Żeby było jasne, Laura — powiedziała chłodno. — Nie dlatego, że masz rację. Tylko dlatego, że nie chcę rodzinnej awantury.

Wzięłam pieniądze i schowałam je do kieszeni fartucha.