Potem przyszła kolejna osoba. I jeszcze jedna.
Nie wzbogaciłam się. Ale po raz pierwszy moja praca miała swoją cenę i swoje granice. Nie zarywałam nocy, nie pracowałam do całkowitego wyczerpania. Robiłam tyle, ile mogłam i ile chciałam.
W październiku Michael dostał wiadomość od Klary. Krótką: „Na święta przyjedziemy. Bez przetworów”.
Pokazał mi ekran, niepewnie.
— W porządku?
Uśmiechnęłam się.
— Idealnie.
Kiedy przyszła zima, plecy bolały mnie mniej. A spokój w domu był cenniejszy niż jakikolwiek pełny słoik.
I może nie wszyscy zrozumieli tę lekcję. Ale ja zrozumiałam swoją.