Wniosłam do pokoju duży papierowy pakunek. Zapach ryby, imbiru i sosu sojowego natychmiast wypełnił całe pomieszczenie, przykrywając woń lekarstw i chorobowej atmosfery. Rozpakowałam pudełka prosto na stoliku, odsuwając jego termometr. Złamałam drewniane pałeczki. Trzask.
Luda, gdzie jest rosół
