Michał stał z kieliszkiem uniesionym w połowie drogi do ust, jakby czas zatrzymał się dokładnie w tym momencie. Klara ściskała dłoń, próbując zsunąć pierścionek, ale teraz, pod spojrzeniem matki, palce drżały jej jeszcze bardziej. Złoto rozsypane po parkiecie błyszczało szyderczo, a jego dźwięk wciąż zdawał się wisieć w powietrzu.
Elżbieta nie rzuciła się, by zbierać biżuterię. Nie pochyliła się. Nie policzyła niczego. Zrobiła tylko dwa kroki do przodu i zatrzymała się przy stole, tak blisko, że Michał poczuł chłodny zapach zimy, który przyniosła ze sobą z zewnątrz.
