MOJE „ZŁOTE DZIECKO” SPRZEDAŁO
„Szukam złotego naszyjnika z medalionem w kształcie serca” – powiedziałem. „Chyba sprzedano ci go wczoraj”.
Zapadła cisza na tyle długa, że moje serce zabiło mocniej raz, drugi.
„O tak” – powiedział. „Pamiętam ten przedmiot. Piękne wykonanie. Czy jest pani mężem?”
Poczułem ucisk w piersi. „Tak. Moja żona odeszła trzy lata temu”.
„Bardzo mi przykro” – powiedział, a ja mu uwierzyłem. „Proszę pana, jest coś, co powinien pan wiedzieć o tym medalionie”.
Wyprostowałem się. „Co masz na myśli?”
„Kiedy go oglądałem, medalion się otworzył. W środku była mała notatka. Ostrożnie ją wyjąłem, żeby nie zgubić. Były na niej wypisane cyfry – jakieś dane bankowe”.
Na sekundę pokój się przechylił.
„Notatka?” powtórzyłem. „Nie wiedziałem, że się otwiera.”
„Nie jestem pewien, czy kobieta, która to sprzedała, też o tym wiedziała” – powiedział. „Spieszyła się”.
Oczywiście, że tak. Wyobrażałam sobie Jennifer biegnącą z naszyjnikiem, widząc tylko złoty ciężarek, a nie maleńkie zapięcie z boku serduszka.
„Muszę to odkupić” – powiedziałem. „Za ile?”
„Dałem jej osiemset” – powiedział. „Uczciwa wartość to bliżej tysiąca dwustu. To czternastokaratowe złoto, a kunszt wykonania jest wyjątkowy”.
„Zapłacę tysiąc dwieście” – powiedziałem. „Czy mogę odebrać dzisiaj?”
„Wpadnij w dowolnym momencie przed szóstą” – odpowiedział Harold. „Potrzymam ci. I proszę pana?”