MOJE „ZŁOTE DZIECKO” SPRZEDAŁO

„Nie sprzedam tego nikomu innemu. To twoje.”

Podziękowałem mu, zapisałem adres i siedziałem tam przez chwilę z telefonem w dłoniach. Eleanor ukryła coś w tym medalionie – sekret, który nosiła przy skórze każdego dnia przez dekady, tuż pod moim nosem.

Wstałem, schowałem portfel i klucze do kieszeni i zszedłem na dół. Nikt nie podniósł wzroku, gdy mijałem salon. Stopy Michaela wciąż tkwiły na kanapie. Amber pochylała się nad telefonem na sofie. Jennifer brzęczała garnkami w kuchni, a jej głos był szorstki i irytujący.

Wyszedłem na ostre listopadowe słońce, niebo było tak wysokie i bezchmurne, błękitne, jakie znają tylko miasta na pustyni, a palmy wzdłuż ulicy lekko kołysały się na suchym wietrze.

Podróż do Midtown zajęła mi około trzydziestu minut. Pozwoliłem, by nawigacja w telefonie prowadziła mnie obok warsztatów samochodowych, wyblakłych billboardów i zakurzonych parkingów. Phoenix rozciągał się płasko i beżowo w każdym kierunku, a góry majaczyły na horyzoncie.

Desert Gold Pawn mieścił się w małym centrum handlowym, pomiędzy salonem kosmetycznym a biurem podatkowym. W oknach były kraty, ale czyste i niedawno pomalowane. Nad drzwiami wisiał schludny szyld.

W środku sklep pachniał delikatnie pastą do metalu i starą skórą. Wzdłuż ścian ciągnęły się szklane gabloty, wypełnione zegarkami, pierścionkami zaręczynowymi, które straciły swoją historię, gitarami opartymi o przeciwległą ścianę. Za ladą stał niski mężczyzna po pięćdziesiątce z równo przystrzyżonymi siwymi włosami i okularami do czytania osadzonymi nisko na nosie.

„Pan Davis?” zapytał, gdy wszedłem.

„To ja” – powiedziałem.

„Harold Chen” – powiedział, wyciągając rękę. Jego uścisk był mocny, ale nie ostentacyjny. „Daj mi swój naszyjnik”.

Zniknął w pokoju na zapleczu i wrócił, niosąc mały pakunek owinięty w miękką tkaninę. Rozłożył go na blacie z taką samą ostrożnością, z jaką Eleanor obchodziła się z delikatnymi rzeczami.

I tak to się stało.

Złote serce lśniło w świetle jarzeniówek dokładnie tak samo, jak lśniło na obojczyku Eleanor w porannym słońcu przez czterdzieści lat. Przez sekundę nie mogłam wydusić z siebie słowa.

„Młoda kobieta, która go sprzedała” – powiedział cicho Harold. „Wcześniej czterdziestki, w pośpiechu. Nie chciałem negocjować. Dałem jej osiemset, bo to było uczciwe, biorąc pod uwagę wagę, ale od razu wiedziałem, że jest wart więcej”.

Spojrzał na mnie. „To twoja córka?”

Nie odpowiedziałem. Po prostu wyciągnąłem portfel i odliczyłem na szkle dwanaście nowych banknotów studolarowych.

Przesunął małą kopertę po ladzie. „List” – powiedział. „Włożyłem go tutaj, żeby nie zaginął”.

„Dziękuję” – wydusiłem.

„Tym razem postaraj się o to” – powiedział delikatnie.