MOJE „ZŁOTE DZIECKO” SPRZEDAŁO

Siedziałem w kabinie ciężarówki, wpatrując się w te słowa i pozwalając, by klimatyzacja ryknęła głośniej. Eleanor miała skrytkę depozytową w Banku Arizony, numer skrytki 4782. Przez wszystkie lata naszego małżeństwa nigdy o niej nie wspominała.

Jechałem do domu na autopilocie, skręciłem w ślepą uliczkę, gdzie każdy dom wyglądał jak nasz – niski, tynkowany, wyblakłe od słońca flagi powiewające na gankach, ogródek zatwierdzony przez wspólnotę mieszkaniową. Minąłem rodzinę, wciąż posadzoną w tych samych miejscach, co przed wyjazdem, i poszedłem prosto do sypialni.

Stałam przy oknie, patrząc na mur z pustaków i stare drzewo pomarańczowe na podwórku, trzymając w jednej ręce naszyjnik Eleanor, a w drugiej notatkę.

Co jeszcze przede mną ukryła?

Tej nocy prawie nie spałem. Naszyjnik leżał na mojej piersi pod koszulką, dokładnie tam, gdzie nosiła go od dziesięcioleci. Maleńka, złożona karteczka leżała na stoliku nocnym obok moich okularów do czytania.

Rano decyzja została podjęta.