Na korytarzu zapadła cisza.

Elina powoli, ale stanowczo wyrwała swoją dłoń z jej uścisku.

— „Nikt cię nie wybrał, żebyś rządziła.”

Jej głos był cichy, ale pewny. Nie brzmiał jak groźba, a raczej jak stwierdzenie faktu.

Tym bardziej bolał.

Twarz Nory stężała, poczuła, że traci kontrolę.

— „Uważaj na słowa!”

Elina zrobiła krok naprzód.

Była niższa, drobniejsza, ale spojrzenie miała ostre jak nóż.

— „Mówiłam — nie prowokuj mnie.”

Zapadła cisza, tak gęsta, że można ją było niemal dotknąć.

I wtedy coś się stało.

Światła na suficie zamigotały, a po chwili słychać było ciche buczenie.

Powietrze zrobiło się cięższe, jakby naładowane elektrycznością.

Kilka kartek poderwało się z podłogi i zakręciło w powietrzu.

— „Co… co to jest?” — wyszeptała jedna z dziewczyn.

Elina przymknęła oczy. Jej włosy lekko się poruszyły, choć w korytarzu nie było wiatru.

Kiedy znów spojrzała, w jej oczach odbijało się światło — srebrzysty, nienaturalny blask.

Nora cofnęła się o krok, jej głos nagle stracił pewność.

— „Kim… kim ty jesteś?”

Elina uśmiechnęła się lekko, nie z triumfem, ale z ostrzeżeniem.

— „Mówiłam ci — lepiej nie wiedzieć.”

Wokół panowało milczenie.

Kilku uczniów wyjęło telefony, ale nikt nie odważył się nagrywać.

Powietrze drżało, jak przed burzą.

I nagle — wszystko ucichło. Światła wróciły do normy.