Poranek był dziwnie cichy. Weszłam do budynku wcześniej niż zwykle, ubrana w granatowy garnitur o perfekcyjnym kroju. Na recepcji spojrzano na mnie inaczej — jakby przeczuwając zmianę.
Markus pojawił się chwilę później, jak zawsze z telefonem przy uchu. Nawet na mnie nie spojrzał.
