Następnego dnia Sophie przyszła

Następnego dnia Sophie przyszła do salonu wcześniej niż zwykle. Noc była niespokojna — słowa Claudine wciąż dudniły jej w głowie.

Przygotowując lakiery i narzędzia, w myślach przewijała każdą rozmowę, każdy gest Marca, każde jego milczenie. Coś się między nimi zmieniało.

Najgorsze było to, że nie potrafiła wskazać momentu, w którym to się zaczęło.

Przed południem, kiedy właśnie piłowała paznokcie klientce, jej telefon zawibrował.

Wiadomość od Andrei, współpracowniczki:

„Sophie, jest tu jakaś kobieta, mówi, że jest matką Marca.”

Serce Sophie zamarło. Dłonie nagle stały się ciężkie, zimne.

— Znowu ona… — wyszeptała.

Przeprosiła klientkę i wyszła na korytarz.

Przed salonem stała Claudine, z założonymi rękami i wymuszonym uśmiechem.