— Tomasz, — powiedziała łagodnie, — nie nienawidzę cię. Ale nie mogę tak dłużej żyć. Latami próbowałam naprawiać coś, co tylko ty mogłeś naprawić. I tego nie zrobiłeś.
Następnego ranka nadeszła cicha, blada jasność, przesączająca się pod cienkimi zasłonami. Elza prawie wcale nie spała.
