Wstałam, otworzyłam teczkę i położyłam na pulpicie oryginały. Liczby pasowały. Daty pasowały. Podpisy — te prawdziwe i te podrobione — mówiły same za siebie. Na sali zapadła cisza, jakby wszyscy na chwilę przestali oddychać.
Ojciec podarł mój dyplom lekarski na graduacji — bo mój brat nie zdał
